Sezon jesienno-zimowy i membrany

20181121_140908.jpg

Przed nami sezon jesienno-zimowy, który w naszym klimacie, dla biegaczy (i nie tylko), bywa dość surowy. Dość powiedzieć, że dla wielu z nich w tym okresie pogoda staje się czynnikiem, który sprawia, że uprawianie sportu na zewnątrz zostaje zaniechane. Nie chodzi aż tak bardzo o samą temperaturę, co opady: deszczu i śniegu, a także ich pokłosie, czyli błoto, szadź, mżawkę i gołoledź, które skutecznie potrafią zniwelować przyjemność z biegania. Z odsieczą całe szczęście przychodzą nam, a jakże, producenci sprzętu biegowego. Na tę porę roku przygotowane są produkty ze specjalnymi membranami i systemami, które to mają za zadanie zapobiec przemiękaniu i, co za tym idzie, wyziębieniu organizmu. Jak sprawdza się to w praktyce- co działa, a co nie- o tym w dzisiejszym wpisie.

Góra

Gdy zapytamy biegaczy, czy mają coś „na deszcz” w swojej garderobie, większość z nich odpowie twierdząco. Prawda jest jednak taka, że kurtka, która naprawdę jest przeciwdeszczowa i która faktycznie nadaje się do biegania, to koszt około 1200-1500 zł. Są to produkty najeżone systemami, jeśli chodzi o ich wodoodporność/wodoszczelność, a także inne zapewniające, przy ich parametrach, lekkość, wiatroszczelność czy pakowność. Poniżej tej ceny, nie mamy się co łudzić, że znajdziemy nakrycie wierzchnie, które zagwarantuje nieprzemakanie i, co bardzo istotne, jeśli nie najistotniejsze, odpowiednią cyrkulację powietrza- nawet na minimalnym poziomie.

Co jakiś czas napotykam się również z membranami wszytymi w bluzy, co przełożenie ma znaleźć przede wszystkim w odporności materiału na przemiękanie w przedniej części. Finalnie wygląda to tak, że klata piersiowa oraz brzuch są „chronione”, plecy i ramiona natomiast nie. Skąd to rozwiązanie? Chodzi oczywiście fakt, że gdy biegniemy w czasie lekkich opadów bądź mżawki lub mgły, niejako sami zbieramy te krople przednią częścią okrycia właśnie, natomiast „reszta” oddycha i odprowadza wilgoć jak na odzież sportową przystało.

20191001_165739-1.jpg

Przy zakupie takiej kurtki należy zadać sobie następujące pytania: czy trenujesz bez względu na pogodę?; czy wychodzisz biegać nawet, gdy właśnie w tym momencie pada?; czy kontynuujesz trening, gdy zaczyna padać/czujesz wilgoć na skórze, czy „przeczekujesz” np. pod wiatą przystankową? Jeśli odpowiedziałeś przecząco- nie ma potrzeby kupować kurtki przeciwdeszczowej, bowiem wystarczająca będzie zwykła tzw. deszczówka, która, przy delikatnych opadach, swoje zadanie spełni.

Dół

Jeśli chodzi o dolną część garderoby, to sytuacja jest w zasadzie bliźniaczo podobna, co w przypadku „góry”. Mamy do wyboru spodnie z membranami, które są całkowicie nieprzemakalne i, podobnie jak kurtki, ceny zaczynają się od ok. 1000 zł. Do dyspozycji pozostają nam również produkty, które mają osłonę jedynie w przedniej części (zazwyczaj tylko od pasa do kolan), zadaniem których oczywiście jest ochrona tego obszaru przed wyziębieniem (przewianiem bądź/i przemoczeniem). Do dyspozycji mamy również specjalnie ocieplane tighty, których faktura jest dużo bardziej złożona, przez co są grubsze i cięższe od regularnych warstw.

Odnośnie spodni warto wiedzieć, że, w przeciwieństwie do takich obszarów ciała, gdzie znajdują się nerki i płuca, kończyny dolne nie wymagają aż takiej ochrony. Dzięki pracy, jaką wykonują w czasie biegu, bardzo szybko się nagrzewają, siłą rzeczy więc nie potrzebują dużego ocieplenia. Co to znaczy dużego? Powiedzmy tak: jeśli nie jest grubo poniżej zera, tighty ocieplane nie są dobrym pomysłem, bowiem poza dyskomfortem trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że chłodzenie przegrzanego organizmu po prostu będzie kosztowało nas zbędne zasoby energii.

Komu dedykowane są zatem spodnie wodoodporne? Przede wszystkim biegaczom ultra, tj. kiedy bieg jest długi i jeśli chodzi o dystans, i jeśli chodzi o czas, a warunki bywają bardzo zmienne. Tak, najlepiej sprawdzą się w górach. Treningowo, po mieście, tak jak trenuje większość z nas, klasyczne tighty zasłaniające ścięgno Achillesa będą w sam raz.

Buty

Esencja przemysłu biegowego, czyli obuwie, również została najeżona technologiami. Marki inwestują w swoje systemy wodoodporności bądź korzystają z technologii specjalistycznych firm zewnętrznych. Najczęściej rozwiązania te możemy spotkać w butach terenowych, jednakże producenci na jesień-zimę właśnie wypuszczają specjalne serie butów o podobnej charakterystyce, z tym że przeznaczone są do biegania po nawierzchniach utwardzonych, czyli możemy powiedzieć, że są to tak naprawdę regularne modele na asfalt z inną cholewką.

Dość długo wzbraniałem się przed tego typu obuwiem, jednakże kusiło mnie chociażby małe ich przetestowanie. Od jakiegoś czasu mam możliwość trenowania w modelu z systemem Gore-tex, w którym postanowiłem biegać od połowy września. W tym czasie mieliśmy całe spectrum pogodowe- od ulewnych deszczy, poprzez przymrozki i nawet dwadzieścia stopni w miniony weekend. Często chodziłem też w nich do pracy i w pracy, żeby sprawdzić je pod kątem oddychalności, tak więc model praktycznie odkrył przede mną wszystkie swoje walory.

20190930_144834.jpg

Zacznę od tego, że swoją rolę spełniał wzorowo. Nawet w czasie tsunami, które nawiedziło Warszawę jakiś czas temu, podczas gdy uczestnicy treningu, który prowadziłem, już po chwili mieli przemoczone stopy, ja pozostałem suchy aż do końca. Jedyna wilgoć, jaką miałem na skarpetkach wynikała ze wzmożonego wysiłku (czyt. pot). Co bardziej istotne, nie zauważyłem i nie czułem, bym w jakikolwiek sposób odczuwał dyskomfort z racji tego, że buty „nie oddychają”. Podobnie było, gdy temperatura oscylowała w okolicy zera. Jednakże przy dłuższym biegu, kiedy  już organizm zaczął intensywnie pracować, brak oddychalności zacząć mi doskwierać. Nie było to może takie odczucie, jak przy okazji treningu w około 15 stopniach, które to kompletnie odpychało mnie od dalszego biegu, natomiast dyskomfortem było niewątpliwie i wiem, że lepiej bym się czuł w klasycznym modelu całorocznym.

Czyli tak naprawdę dla kogo jest taki model? Dla zapaleńców, którzy trenują w każdych warunkach, i nawet jeśli nastanie armagedon (plucha, ulewa), oni nie zrezygnują z treningu. Warto dodać, że nawet, gdy mamy takie obuwie w odwodzie, nie są to buty, jak zresztą opisałem wyżej, na cały sezon jesienno-zimowy. I to, biorąc pod uwagę fakt, że są one droższe niż ich całoroczne odpowiedniki, z punktu widzenia biegacza-zapaleńca może być czynnik, który zadecyduje o tym, że pojawią się one w szafie i przetrwają kilka sezonów.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s