Sport i alkohol w okresie przygotowawczym

67545655_2442764902622787_9146632864039698432_n.jpg
Zdjęcie niezwiązane z artykułem.

W okresie różnego rodzaju wigilii i spotkań firmowych zwiastujących nadchodzące Święta oraz poprzedzające Nowy Rok uznałem, że warto napisać o alkoholu, bowiem mimo, że grudzień to zazwyczaj czas tzw. roztrenowania (bądź zaniechania treningów), to, dla niektórych, jest to, wprost przeciwnie- pora wzmożonego wysiłku i przygotowanie do szeroko pojętej wiosny. Abstrahując już od rzeczy powszechnie wiadomych, jak na przykład odwodnienie pobankietowe czy kaloryczność trunków, wpis ten traktuje bardziej o zatruciu alkoholowym niż o okazjonalnej lampce wina.

Zacznijmy od czasu przed konsumpcją alkoholu. Bardzo często spotykam się ze stanowiskiem, że skoro odpadnie mi jeden dzień treningowy, to muszę się wyszaleć w dzień imprezy. Wydawałoby się, że jest to „zdrowe” podejście. Trzeba jednak pamiętać, że im mocniejszy trening, tym, po prostu, dłuższy czas regeneracji- nie ma tu wielkiej filozofii. Więc jeśli w dzień zabawy mamy zamiar się zakatować, lepiej dwa razy się nad tym zastanowić: gdy dojdzie metabolizm alkoholu, organizm, działający z tego tytułu na pół gwizdka, odłoży w czasie regenerację wysiłkową. Innymi słowy trening może przynieść nam więcej szkody niż pożytku, bowiem powrót do pełnej sprawności wydłuży się znacznie.

Przejdźmy teraz do dnia po imprezie. Popularny jest pogląd, jakoby tzw. rozruch, czyli delikatne ćwiczenia jak na przykład trucht czy chociażby pompki miały sprawić, że, dzięki tym ćwiczeniom, przyspieszymy metabolizm i organizm szybciej rozprawi się z alkoholem. Taki tok myślenia włącza się szczególnie wtedy, gdy jeszcze jesteśmy delikatnie wstawieni i zdaje nam się, że fortuna była dla nas nadmiernie łaskawa po zakrapianym wieczorze, bo czujemy całkiem nieźle. Niestety, zrobienie treningu kacu, nawet delikatnym, to jedna z najgorszych rzeczy, jaką możemy zrobić sobie samym. Nasze ciało, z zaciągniętym hamulcem ręcznym w postaci chociażby odwodnienia i niewyspania, jedyne, czego potrzebuje, to czasu na regenerację. Dokładając mu obciążenia w postaci treningu (który swoją drogą będzie prawie zupełnie nieefektywny), sprawiamy jedynie, że rekonwalescencja potrwa dłużej. Myślę, że jest to gra zupełnie niewarta świeczki.

Zdaje sobie sprawę, że na pewno nie są to dobre wieści dla chcących połączyć jedno i drugie w swoim planie treningowym. Czy istnieje zatem jakiś złoty środek, by jednak nie rezygnować z alkoholu pomimo trwającego okresu przygotowawczego? Jedynym w miarę skutecznym sposobem jest, jakkolwiek to zabrzmi, umiejętne wplecenie imprezy w nasz plan treningowy. Jak się można domyślać w tej fazie artykułu, kiedy po prostu w mikrocyklu przeznaczymy dwa dni na abstynencję od… ruchu, tj. w dzień spożywania alkoholu i dzień „po”, oberwiemy najmniejszym rykoszetem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s